Taki dzień nie zdarza się zbyt często - 15 kwietnia zapamiętamy chyba na długo, i to z wielu powodów...

Słońce wzeszło niby normalnie, ale zwykle nie budzę się razem z nim ;) Już parę minut po 6 pomykałem rączo na spotkanie z Piotrkiem - z którym wybraliśmy się w niecodzienną podróż przez nasz kraj. Gdyby tylko wziąć pod uwagę walor krajoznawczy, był by to zaiste imponujący trip: mazowieckie - łódzkie - śląskie - opolskie - dolnośląskie - wielkopolskie - łódzkie i na koniec mazowieckie... Dokładając jednak przyczepę szybowcową (najpierw, na trasie Żar - Leszno, pustą; później, pomiędzy Lesznem a Radomiem, całkiem pełną!) dostajemy całą gamę nowych możliwości: rzucanie na wietrze, rzucanie przy mijaniu ciężarówek, rzucanie przy wyjeździe zza ekranów, rzucanie dla samego rzucania (bo dlaczego nie) a na deser - wszechobecne oscylacje (wzmocnione obecnością naszego Swifcika wewnątrz przyczepy). Ale jeżeli ktoś zapyta: Fajnie było? to odpowiedź będzie jedna - Oczywiście!!!

Tak, czy inaczej, po pokonaniu circa 1430km, całym dniu spędzonym w aucie i ciekawych przygodach po drodze - nasz Swifcik 32 został bezpiecznie dowieziony na lotnisko w Radomiu. Już niedługo ruszamy na treningi!!!