2017-08-06

Mistrzostwa Świata zakończone!

Cztery konkurencje a pięć lotów - z przygodami, ale wywalczyłem brązowy medal indywidualnie a złoto - drużynowo!!! Co więc czuję jako drugi wicemistrz świata? Przede wszystkim - ogromną satysfakcję: nie dość, że przyszło mi wykonywać loty na zapasowym szybowcu, to jeszcze do tego na typie, na którym praktycznie nie latałem od dwóch lat (12 vs 190 stref) - a mimo to zawalczyłem porządnie. Na przyszłość uwaga w dzienniczku - przy ustawianiu kątów wierzę we własne doświadczenie i robię przyrządy "pod siebie"... Teraz pozostaje tylko ćwiczyć i opanować nowy typ szybowca - na tym etapie czas przesiąść się na S-1 Swift, a więc najlepszą na świecie maszynę do akrobacji szybowcowej :) :) :)

fot. Aeroklub Pomorski / Paweł Biarda

2017-07-02

Mistrzostwa rozegrane, Mistrzostwa przed nami!

Pięć dni, ostatecznie - trzy konkurencje - Mistrzostwa mamy już za sobą. W ogólnym rozrachunku udało mi się wywalczyć srebro - a więc na rok 2017 dzierżę tytuł Wicemistrza Polski :) :) :). W Toruniu walczymy jednak dalej, ponieważ dobry wynik indywidualny spowodował przyznanie miejsca w reprezentacji - już 27 lipca rozpoczynamy Mistrzostwa Świata. Postaram się relacjonować wyniki na bieżąco.

2017-06-30

Wichura

Przez całą noc wiatr, obudzony późnym wieczorem poprzedniego dnia, nie dawał o sobie zapomnieć. Miarowe uderzenia wichru w okna rano zostały wsparte przez kawalkady niskich, deszczowych chmur sunących tuż nad naszymi głowami. Pogoda nie daje żadnych szans na dalsze latanie - korzystamy zatem ze sposobności na uzupełnienie dokumentacji, przegadanie figur i ogólny odpoczynek. W planach - odprawa o godzinie 17 a jutro - ranne wstawanie (oby juz przy mniejszym wsparciu wiatru; na tę chwilę wspomina się godzinę 4 rano!). Pożyjemy, zobaczymy :)

2017-06-29

Konkurencja i ... prawie konkurencja

Poranek i bardzo sprawna odprawa - tak rozpoczął się trzeci dzień Mistrzostw. Zagraliśmy drugą konkurencję, wiązanka nieznana okazała się nie taka trudna, a dzięki dobremu wykonaniu udało mi się awansować o jedną pozycję w klasyfikacji generalnej. Genialny lot wykonał Jacek Bogatko, uzyskując rezultat powyżej 80%! Z dnia na dzień widać, że tegoroczna reprezentacja na Mistrzostwa Świata będzie równie silna jak w latach poprzednich :)

Po szybowcach na niebie zagościły samoloty, dzielnie rywalizując przez kolejne dwie godziny. My w tym czasie musieliśmy wybrać sekwencję figur do trzeciego lotu. O 13 dano sygnał do pierwszego startu, choć na horyzoncie od dobrej godziny robiło się już sino. Niestety - burza tuż po tym locie ruszyła dziarsko w naszym kierunku i trzeba było podać tyły - zamknęliśmy hangar dokładnie w momencie, gdy z nieba zaczęły spadać pierwsze krople. Tuż po burzy wypogodziło się wprawdzie i niemalże do samego wieczora panowały idealne warunki, jednak już wcześniej została podjęta decyzja o zakończeniu lotów tego dnia - pozostało więc pojechać "w miasto" i mieć nadzieję, że kolejne dni będą dla nas jednak łaskawe.

2017-06-28

Mistrzostwa Polski dzień drugi - nauka cierpliwości...

Dzień drugi Mistrzostw upłynął pod znakiem oczekiwania. Rano ambitny plan rozegrania dwóch konkurencji (a więc rozegrania samych Mistrzostw) został niezwykle szybko zweryfikowany przez pogodę. Szybowce, zaciągnięte sprawnie na start, punktualnie o 9:00 zostały pozbawione szans na lot - błękitne od samego świtu niebo wypełniło się szarą watą chmur... Kolejne pomiary wysokości podstaw przynosiły coraz niższe wartości, a my - dzielnie tkwiliśmy na posterunku. Tak było do godziny 18:00 kiedy podjęta została decyzja o odwrocie. Zamiast latania miałem jednak okazję do oddania się myślom, obserwacji tego, co działo się naokoło, posłuchania skowronków wiszących na tle przesuwających się chmur...Myślę, że to właśnie była esencja tego dnia: spokój, otaczająca mnie harmonia przyrody i zero pośpiechu. Paradoskalnie zatem - bardzo mi ten dzień przypadł do gustu, pomimo braku realizacji zamierzeń (a może właśnie dlatego?).

2017-06-27

Mistrzostwa Polski w Akrobacji Szybowcowej - dzień pierwszy

Rozpoczęcie Mistrzostw przyniosło piękną pogodę (cumulusową przez większą część dnia) a także - sporo emocji. Wiązanka znana, mimo tego, że dobrze opanowana, jak każdy lot niosła ze sobą odrobinę niepewności. Powietrze bywa bowiem ... ruchome ;) Nie szkodzi zatem, że wykonałem figury n razy w czasie treningu - w tym jednym, ocenianym, locie warunki mogą być zupełnie inne i trzeba będzie kombinować. Dość powiedzieć, że kombinacje wykonane w pierwszej konkurencji przyniosły mi trzecie miejsce i możliwość dalszego starania się o awans do reprezentacji na Mistrzostwa Świata :)

Wieczorna zorza wymalowała pastelami zachodni horyzont - ot tak, na podsumowanie tego pięknego dnia.

 

2017-04-30

Dzień akrobacyjny

Z rana zanosiło się... różnie. Poranek powitał nas pełnym Słońcem, które niezwykle szybko ustąpiło miejsca ciężkim, nieprzerwanie sunącym chmurom... W tej sytuacji - pozostawało jedynie patrzyć w niebo i liczyć na lepszą pogodę na 3 maja... Sporym zdziwieniem była zatem wiadomość od Jarka - "Dojechałem właśnie, piękna pogoda, przybywaj!". W ciągu 20 minut siedzieliśmy zatem całą rodzinką w aucie mknąc do Rudnik.

Na miejscu nie było wprawdzie lata (temperatura ledwie dźwignęła się do kilkunastu stopni), ale i tak Słońca nie zabrakło! Polatałem dwa razy (wiązanka znana na MP i mały freestyle unlimited dla radości), natomiast moje Dziewczyny zwiedziły lotnisko, plac zabaw i okolice :) W notatniku przybyło uwag i pomysłów na dalsze ćwiczenia - a więc do przodu.

Szkoda tylko, że w tym całym biegu nie wystarczyło czasu na choćby jedno zdjęcie... Może następnym raziem?

2016-06-04

Przez pasję do zwycięstwa!

Pasja, fascynacja, wsparcie Najbliższych, determinacja, motywacja, dążenie do celu, pomoc Koleżanek i Kolegów, trening, upór, wizja - to wszystko składniki sukcesu. Po dwóch latach starań (i ubiegłorocznym fatalnym starcie, z wycofaniem się w połowie zawodów włącznie) i ciężkiej pracy włożonej w latanie - stanąłem na podium, zdobywając tytuł Mistrza Polski w Akrobacji Szybowcowej w klasie Advanced. :) :) :)
Muszę przyznać, że patrząc (już na spokojnie) na puchar i złoty medal, nadal nie do końca to do mnie dociera. Dobre przygotowanie i umiejętność latania to nie wszystko - na zawodach pojawia się inny przeciwnik: stres. Jest przebiegły i nieustępliwy, dociera do umysłu wtedy, gdy chcemy się wyciszyć i jak najbardziej skupić. Nie ma więc przesady w stwierdzeniu, że zawody to głównie walka ze sobą samym - ze stresem, dekoncentracją, przeciwnościami. Podpisuję się pod tym obiema rękami!
Napisałem, że przygotowania zajęły mi dwa lata - po udanym sezonie w 2014 roku przygotowywałem się sumiennie do Mistrzostw Polski, a przyszło mi właśnie na nich poczuć smak rozczarowania i zawodu. Po dobrym wyniku w pierwszej konkurencji musiałem się wycofać ze stawki, zagoniony do łóżka grypą żołądkową. Sporo się wtedy nauczyłem - przede wszystkim: pokory. Można być dobrze przygotowanym, ale nie na wszystko. W sporcie zawsze towarzyszy nam element niepewności i tego nie da się żadną miarą wyeliminować... Pozostało mi więc kontynuować trening, jak najlepiej planować loty, w możliwie pełny sposób rozwijać umiejętności. Sezon akrobacyjny trwał dla mnie praktycznie nieprzerwanie, pauzę zrobiłem w styczniu i lutym, ale głównie z uwagi na niedostępność sprzętu.
Latanie rozpocząłem w tym roku wcześnie - na początku marca. Wiadomym było, że Mistrzostwa są już w maju i nie można zbyt długo zwlekać. Nasz szybowiec (SZD-59 Jantar Acro) został więc dogłębnie przejrzany, wypolerowany, naprawiony i wygłaskany - a wszystko to na początku kwietnia! Tym samym na trening i dobre przygotowanie pozostały pełne dwa miesiące, co zresztą okazało się bardzo dobrym pomysłem. Nadzorowane i przemyślane loty, dobre planowanie kolejnych lotów i figur do ćwiczeń, konsekwentne poszukiwanie słabszych punktów i wytrwałość - wszystko to sprawiło że na zawodach latało mi się dobrze i mogłem myśleć o frajdzie zamiast o zdobywaniu punktów. Wydaje mi się zresztą, że to właśnie sprawiło, że cały występ był udany - przed każdym lotem odczuwałem dyskomfort związany ze stresem, ale uświadomienie sobie, że jestem już tam, w górze, nieodmiennie sprowadzało spokój i ukojenie.
W tym miejscu chciałbym wspomnieć, jak wielką rolę odgrywa wsparcie naszych Najbliższych - trening to godziny i dni poza domem, podobnie jak udział w samych zawodach. Dlatego właśnie doceniam tak bardzo to, że mogłem, wspierany przez wszystkich moich Bliskich - w szczególności moją przyszłą żonę Renatę - doświadczyć tego wszystkiego :)


2016-04-03

Pierwsze(?) koty za płoty.

Pogoda w tym roku nie rozpieszcza - albo jest typowo nielotna, a gdy już łaskawie pozwoli pomyśleć o podniebnych wojażach - zwykle nie spotyka się ze zrozumiemiem ze strony pojęcia "czas wolny"... Rozpoczęcie sezonu w tym roku wypadło więc późno - dopiero 19 marca udało się pokonać wszelkie przeszkody i zameldować na Rudnikach.
W czasie tego pierwszego wypadu poleciałem trzy razy - dwie strefy na Foxie pozwoliły nieco oswoić się z pozycją odwróconą, a dopełnienie ze strony lotu na Puchaczu dostarczyły przyjemnych wrażeń swobody i radości z bycia tam - w górze. Niewielkim nakładem sił wróciłem więc na podniebne szlaki, choć przecież przeleciałem zaledwie akrobacyjny "box" nad samym lotniskiem :)
Inaczej sprawy miały się w ubiegłą niedzielę - w silnej grupie (Patrycja, Wojtek, Sławek no i ja) stawiliśmy się na lotnisku, z niecierpliwością wypatrując w hangarze naszego świeżo przygotowanego Akreło. Od początku roku dbałem o to, żeby w tym sezonie nasz szybowiec został odpowiednio wcześnie przejrzany, przygotowany, naprawiony i wygłaskany. Dopiero co wypolerowane skrzydła i kadłub, pełen przegląd, wykonane wszystkie czynności i poprawki - w ten sposób można latać! W czasie dnia wykonałem na nim cztery strefy przypominając sobie "jak to się robi" a także ćwicząc nowe, trudne figury. Były więc ranwersy, ślizgi, beczki, wywroty, zawroty i takie tam. A jak już ciut się pewne figury "przypomniały", przyszedł czas na ćwiczenia - beczki szybkie, avalanche, pchane ranwersy i ślizgi - z obrotami w pionie do góry... W sumie dzień w pełni lotny, pełen wrażeń, zapisane kilka kartek w notatniku akrobacyjnym i ... pilot z głową pełną radości z latania!!! :)


2015-12-19

Podsumowanie sezonu 2015

Po ostatnich w tym sezonie lotach przyszło mi powspominać ten rok. Wczesne rozpoczęcie zaowocowało dobrym przygotowaniem do sezonu a równomiernie rozłożony trening - "czuciem" przestrzeni, w której porusza się szybowiec. W minionym sezonie udzielałem się głównie akrobacyjnie (ledwie kilka lotów termicznych), za to grudniowe loty Liskiem przypominały mi spotkanie z dobrym znajomym - szybowiec pod pełną kontrolą, spokojnie prowadzony przez niedostrzegalny eter, posłusznie wykonujący skomplikowane ewolucje, obracający się raz szybciej, raz wolniej... Czysta, niczym nie skażona przyjemność.
Dopełnieniem (żeby nie rzec - ukoronowaniem) tego sezonu były dwie strefy wykonane na szybowcu Swift. Co za precyzja sterowania, lekkość ruchów, ogrom przestrzeni - tej w kabinie i tej widocznej poza nią... Wydaje się, że szybowiec płynie w powietrzu, obracając się i zakreślając pętle, linie i kąty - prawie sam. Prawie, ponieważ pomagają mu w tym ruchy pilota, zapamiętane, zdobyte ciężką pracą, często okupione potem i zaciskaniem zębów - lecz właśnie dzięki nim pojawia się też unikalna umiejętność dostrzeżenia w ulotnych momentach spokoju (o ile, rzecz jasna, jesteście w stanie uwierzyć, że takie momenty w locie akrobacyjnym występują) piękna tego, co widać tam w dole - na Ziemi. Równiutko zasadzone drzewa w lesie, pola przygotowane do zimowej drzemki, dymy z kominów, snujące się równoległymi pasami, zaczesane niewidzialnym grzebieniem wiatru. Wszystko to przynosi do kabiny ukojenie, radość, spokój i spełnienie. Tego też życzę wszystkim Koleżankom i Kolegom "po fachu" w najbliższym, 2016 roku :) :) :)



2015-07-12

Mistrzostwa Polski w Akrobacji Szybowcowej - Toruń

Do tegorocznego występu na MP w Akrobacji Szybowcowej przygotowywałem się sumiennie i długo. Treningi rozpocząłem w marcu i kontynuowałem regularnie co 2-3 tygodnie. Cóż z tego, gdy w ostatnim dniu zawodów rozchorowałem się - a właśnie wtedy rozgrywane były dwie brakujące konkurencje... To niestety zagwarantowało ostatnie miejsce w tabeli.

Chronologicznie Mistrzostwa odbyły się tak:
6 lipca - Wszyscy stawili się na miejscu, udało mi się przed samym zachodem Słońca wykonać jedną "próbną" strefę - wszystko gra :)
7 lipca - Pierwszy dzień konkurencji na Mistrzostwach Polski w Akrobacji Szybowcowej za mną. Niemało kłopotów sprawiły "bipki", czyli urządzenia, które miały pomagać pilotom w utrzymaniu bezpiecznej wysokości w strefie: zamiast pomagać - przeszkadzały, podając zaniżoną wysokość rozpoczęcia wiązanek i zawyżoną - ich zakończenia. W efekcie strefa zacieśniała się i brakowało wysokości na wysoko oceniane wykonanie wszystkich figur. Pomimo tego udało mi się poprawić zeszłoroczny wynik (74 zamiast 70%) jednak to (po anulowaniu wszytkich kar punktowych w systemie związanych ze zbyt wysokim rozpoczęciem) daje siódme miejsce. W planach konkurencja dowolna oraz nieznana :)
8 lipca - Mistrzostw dzień drugi - nielotny. Pogoda nie pozwoliła na wykonanie choćby jednego lotu w naszej klasie pomimo tego, że wieczorem atmosfera (smagana okresowo strugami deszczu i targana porywami wiatru) uspokoiła się całkowicie. Wieczorem odwiedzamy kino...
9 lipca - Trzeci dzień Mistrzostw upływa na... oczekiwaniu (podobnie, jak wczoraj). Zamiast latania odmierzamy upływający czas przy użyciu kolejnych odpraw, patrząc jednocześnie z nadzieją w niebo. Co ciekawe - akrobację kręcą w tej chwili (18:00) samoloty, szykuje się też na wieczór konkurencja w klasie unlimited - tylko my jakoś tryb ziemniak... Na jutro spodziewamy się silnego wiatru, wobec czego nadzieję daje tylko sobota.
10 lipca - Czekamy nadal - w powietrzu niespokojnie, wiatr nie daje za wygraną, nawet wieczorem jest jeszcze sporo podmuchów... Po 11 wieczorem coś się zaczyna dziać z moim żołądkiem - to zapowiedź nieprzespanej nocy i końca mojego występu...
11 lipca - Pogoda pozwala wreszcie na rozegranie dwóch konkurencji, za to ja nie jestem w stanie polecieć dobrze nawet wiązanki dowolnej. Po jej wykonaniu - rezygnuję, bezpieczeństwo jest ważniejsze. Oficjalnie zostaję wykluczony z listy startowej i z pozycji w łóżku (cały dzień!) obserwuję wyniki ostatniej konkurencji. W MP zwycięża Kasia Żmudzińska, wicemistrzem zostaje Janek Makula a trzecie miejsce zajmuje Michał "Misiek" Andrzejewski - gratuluję!



2014-11-12

Uzupełnienia...

Po praktycznie półrocznej przerwie w relacjach uzupełniać jest co. Były i Mistrzostwa Polski i Mistrzostwa Świata, kręcenie na Lisku w Lisich i wyprawy na Bezmiech czy Rudniki koło Częstochowy... Zacznijmy zatem chronologicznie:

Mistrzostwa Polski w Akrobacji Szybowcowej
Do MP przygotowywałem się praktycznie cały rok - nie kończąc ani nie zaczynając sezonu, może poza styczniem, w którym leżący śnieg uniemożliwiał jakiekolwiek działania. Ćwiczyłem i na Lisku i na Puchaczach, w Lisich, na Rudnikach - gdzie i kiedy się tylko dało. Na same zawody przyjechałem praktycznie "z urlopu" (mój syn przyjechał na ostatnie dwa dni), reszta Zawodników pojawiła się z szybowcami w Toruniu również w dniu rozpoczęcia. Mieszkaliśmy różnie - w namiotach, w wynajętych mieszkaniach... Ciekawostką było to, że w MP zdecydowało się wystartować kilku zagranicznych zawodników - dla nich możliwość polatania była jednocześnie treningiem przed MŚ.
Podczas Mistrzostw rozegraliśmy trzy przepisowe konkurencje (wiązanki figur: znana, dowolna i nieznana), starając się wypaść jak najlepiej. Pierwszy raz w życiu widziałem także "strefę" - czyli obszar, w którym należy wykonać całą wiązankę. Wrażenie było takie, jakbym miał się zmieścić nad znaczkiem pocztowym... Już po pierwszej konkurencji wiedziałem, że solidne, długie przygotowanie się opłaciło - latało mi się dobrze, równo i w ogólnej klasyfikacji zająłem szóstą lokatę. Niemałym zaskoczeniem okazał się więc... awans do kadry i do Reprezentacji na Mistrzostwa Świata (pierwsze osiem miejsc z klasyfikacji w MP). Jeszcze większym - wizyta moich Przyjaciół i Znajomych (reszta ekipy zgodnie przyznała, że z takim dopingiem w czasie zawodów nie mieli by żadnych szans). To były wydarzenia, które głęboko zapadły w pamięć. Taki mega pozytyw!
Zobacz film: avi lub flv
Mistrzostwa Świata w Akrobacji Szybowcowej
Zaledwie tydzień po MP w Toruniu rozgrywały się Mistrzostwa Świata, niezapowiedziany awans wymagał podjęcia treningu - i to natychmiast. W ciągu zaledwie czterech dni poprzedzających MŚ wykonałem więcej lotów, niż w czasie przygotowania do MP od początku roku! Na miejscu była cała ekipa: zawodnicy, trenerzy, sędziowie - to pod ich okiem mogłem oszlifować figury, nadać im właściwy kształt i osadzić w ramach planowanych wiązanek. W ciągu tych kilkunastu stref treningowych udało mi się poznać i w pewnym stopniu opanować sztukę równego dzielenia odcinków, zachowania kątów, utrzymania się w strefie, radzenia sobie z błędami... Pomoncne słowa płynęły zewsząd - trzeba było tylko dobrze słuchać.
Same Mistrzostwa rozpoczęły się prawie niezauważenie - wprawdzie były przemówienia, oficjalna ceremonia, przyjechało mnóstwo nowych zawodników - ale przecież w czasie pierwszej konkurencji latało się "tak samo" jak wcześniej. Streszczając mój występ: dobra lokata po znanej, katastrofa w dowolnej, odkucie się w nieznanej i mocny akcent w nieznanej dowolnej umożliwiły mi zdobycie ósmego miejsca w klasyfikacji indywidualnej i pierwszego w drużynowej (razem z Kasią Żmudzińską i Sławkiem Talowskim). Takiego sukcesu nie mogłem się spodziewać w najśmelszych nawet planach! Wielkie podziękowania należą się tu całej ekipie, na której wsparcie mogłem liczyć w każdej chwili - Sławku (Smooth Captain Team), Wojtku, Łukaszu (Akreło Team), Jacku (Bogatko Team), Sławku, Kasiu, Maćku (Winners Team) - DZIĘKUJĘ WAM BARDZO!!! Smutno było tylko odjeżdżać po tych kilku dniach - to była wspaniała przygoda, niecodzienne wydarzenie, ale przede wszystkim - doskonała zabawa i to w doborowym towarzystwie! :)
Bezmiechowa 2014
Po powrocie z MŚ, lataniu na Lisku w Lisich (w ramach drugiego w tym roku obozu akrobacyjnego) przyszedł czas na październikowy wypad w góry - na Bezmiechową. W tym roku (z uwagi na wyczerpany urlop) mogłem przyjechać tylko na trzy dni - z Renatą wybraliśmy się na Bezmiech w czwartek wieczorem, osiągając cel w nocy w zupełnych ciemnościach i ogarniającej wszystko mgle. Piątek upłynął w typowo barowej atmosferze, Waldek Wingralek został pochłonięty rekonstrukcją PW4, reszta ekipy zbierała opał do domku pilota (żeby przetrwać zapowiadane spadki temperatur), my z Miśką zaatakowaliśmy pobliski szlak (ale "z uwagą", bo głodny miś wywracający quady grasował gdzieś w pobliżu). Widoki były bardzo piękne (cała przyroda zamrożona na graniach, liście stężałe od ściętej wody, szron pokrywający krawędzie "natarcia" i "spływu" każej gałązki, igły, źdźbła), tylko tego latania jakoś mało... Na weekendową poprawę pogody wyglądaliśmy z utęsknieniem...
W sobotni poranek poranne mgły opuściły grań bardzo sprawnie, odsłaniając wspaniałe widoki okolicznych dolin i szczytów. Sprzęt wypakował się z hangaru w zasadzie samodzielnie (tylu było chętnych do latania), śmiałka zepchnęliśmy w dolinę, wyciągarka, ślizgając się po stoku dotarła na miejsce. W tym też momencie nasze latanie się skończyło - wyciągarka utraciła moc, szybowiec (po dwóch desperackich próbach, grzaniu windy i innch szamańskich zabiegach) trzeba było zaciągnąć do hangaru i pozbierać zabawki. Jako, że widoków na południowy "grawitacyjny" wiatr nie było żadnych daliśmy tyły nad Solinę. Widoki jak marzenie, zachodzące Słońce nad taflą, pojedyńczy żagiel, spokój i niewielka garstka turystów - to było to. Na otarcie łez wykonałem w niedzielę lot modelem (z kamerką, a co! - przynajmniej tak zobaczyłem Bezmiech z góry) i pojechaliśmy do domu. Po drodze wstąpiliśmy do ogromnego skansenu w Sanoku, a także odwiedziliśmy Wojtka Gałuszkę (Akreło Team) w Krośnie.
Duże akro, małe akro - ale akro!
Apetyt na akrobacyjne latanie, odpowiednio podsycony Bezmiechowym przymusowym postem, zaowocował wyprawą na Rudniki w ubiegły weekend. Plany - ogromne, wykonanie - skromne ;) Był Jacek, Jarek, Paweł, ja no i nasz Fox. Umyty, wygłaskany, gotowy do lotu. Była nawet wyciągarka, loty Bocianem i Puchaczem (co tak naprawdę uratowało sytuację!) - tylko holownika nie było: miał przylecieć a sprawę zawalił. Polataliśmy zatem na Puchaczu, pobawiłem się figurami akrobacji podstawowej, łącząc sprytnie figury z korkociągami do utrzymania się w strefie. To może nie był i wyczyn, ale zawsze fajnie było zobaczyć dobrych znajomych, porozmawiać na lotnicze tematy, ucieszyć się z lotu!
2014-05-10

Z wizytą w ASW

W sobotę wybrałem się do Stalowej Woli, a dokładniej na lotnisko w Turbii - trochę z ciekawości a trochę - żeby nie wychodzić z wprawy w "kręceniu" ;). Droga dłużyła się niemiłosiernie (autostrada na miejsce nie prowadzi, oj nie...) jednak atmosfera na miejscu wynagrodziła mi to z nawiązką - fajni ludzie, niezła organizacja, piękne widoki... Z góry wstęgi Sanu oraz Wisły przecinają mozaikę kolorowych pól, ciemnozielone lotnisko można dostrzec dzięki żółtym hangarom (bo w sumie nie wyróżnia się jakoś inaczej - to nie znany "placek" z Lisich ;) ), w oddali majaczą Góry Świętokrzyskie. Jeżeli doda się do tego termikę, od której fest rzucało za holówką - to pełnia "skrzydlatego" szczęścia jest na wyciągnięcie ręki. I choć to tylko jeden lot, to frajda była konkretna! :)



2014-04-22-27

Lisek w Lisich czyli obóz akrobacyjny na pełnych obrotach!

Obóz akrobacyjny w Lisich Kątach zakończył się sukcesem - prawie wszyscy uczestnicy zdobyli nowe uprawnienie, a do tego dokonali tego pod okiem samej Mistrzyni. Wszystko zaczęło się od wykładów i omawiania figur, latania "na ziemi", pytań, wyobrażania sobie lotu... Później - prób, błędów i poprawek - zwieńczonych sukcesami, gdzie wszyscy uczestnicy szybko przyswajali wiedzę i nabywali akrobacyjncych umiejętności. Po lotach z instruktorem następowały samodzielne próby zmierzenia się z figurami - z początku nieśmiałe, może ciut krzywe, ale z każdym kolejnym lotem coraz bardziej oszlifowane. I widać było po naszych Koleżankach i Kolegach, że cieszą się z własnych postępów - tak trzymać! Dzięki temu cała "akrobacyjna" ekipa będzie przecież bezpieczniej i bardziej świadomie przemierzać podniebne szlaki :)
Duże podziękowania i wyrazy uznania dla kunsztu i zaangażowania należą się naszym prowadzącym - Małgosi Margańskiej i Jarkowi Rudzińskiemu. Bez nich ten obóz nie przyniósł by tylu wrażeń, takiego rozwoju i frajdy z latania.
Na koniec należy wspomnieć o tytułowym Lisku - na czas obozu udało się przecież załatwić szybowiec MDM-1 Fox, na którym adepci lotów akrobacyjnych mogli posmakować lotów w kategoriach advanced oraz unlimited. Dość powiedzieć, że niektóre figury zaskakiwały doznaniami, inne - okazywały się naturalne: wszystkie jednak nieodmiennie przyzywały pełen uśmiech i satysfakcję po emocjonującym locie. Nic więc dodać, nic ująć - o to właśnie chodziło!



2014-04-12

Ćwiczyć trzeba...

Nie ma zmiłuj - chcę się przygotować do zawodów i ćwiczyć trzeba. Wystarczają 3-4 tygodnie przerwy i Lisek przestaje chodzić "za ręką" tak, jak dawniej. Dwie strefy za każdym razem - szału nie ma, ale podtrzymanie nawyków i, mimo wszystko, rozwój - są.
Podczas tej wizyty na Rudnikach zdecydowałem się na szlifowanie wiązanki znanej z tegorocznego programu akrobacyjnego (który, nawiasem mówiąc, całkiem dobrze mi już idzie - byle tylko pamiętać o sekwencji i nie pomylić kolejności figur...) oraz przykładne przykatowanie się wiązanką unlimited własnego pomysłu. Cóż zatem z tego, że współczynnik K wyniósł "zaledwie" 170, skoro z szybowca wylazłem zlany potem ;) Działo się w tej wiązance, oj działo - 3x pchanie, 2 beczki szybkie odwrócone, jedna szybka normalna, trochę figur na plecach, nieco kręcenia w pionie... Ważne jest to, że było fajnie, a szybowiec zapewnił pełną swobodę i piękne widoki :) :) :)



2014-03-22

Do góry nogami (i skrzydłami też!)

Pogoda piękna (choć w pozostałej części kraju już nie...), sprzęt pod ręką - w górę zatem! Polatałem, pokręciłem, nasyciłem się pięknymi widokami, nagrałem wszystko do analizy i zrobiłem film. A że (podobno) już jedno zdjęcie warte jest więcej niż 1000 słów - zapraszam do obejrzenia.



2014-02-15

Nowy sezon rozpoczęty!

Zima, trwająca niebywale krótko (jak na razie!), pozwoliła na... rozpoczęcie sezonu szybowcowego 2014 :) Lotnisko suche, pogoda całkiem znośna (choć rano było słońce to już na koniec lotów pokapywał deszcz) a towarzystwo i nastroje - wyśmienite! Wykonaliśmy dziewięć lotów (głównie wznowienia i przypomnienia), mnie udało się polecieć dwa razy wiązankę akrobacji - podtrzymanie umiejętności i nawyków to sprawa pierwszoplanowej wagi. W tym roku będzie się zresztą "szybowcowo" (i nie tylko!) działo bardzo wiele:

aktualizacja 03.04.2014
  • 15.02 - sezon rozpoczęty, pierwsze loty za nami!
  • 23.02 KWT - odbyło się, nauczyliśmy się na błędach (nie naszych!), wpisy są
  • 09.03 - Rudniki, ćwiczę pilnie
  • 22.03 - Rudniki, ponownie ćwiczenia
  • 12-13.04 - w planach Rudniki, strefy, nauka
  • 22-27.04 - Obóz akrobacji szybowcowej z Małgorzatą Margańską
  • 15.06 i 19-22.06 - ostatnia szansa na trening przed Mistrzostwami
  • 8-13.07 - Mistrzostwa Polski w Akrobacji Szybowcowej - Toruń
  • 26-27.07 - RedBull AirRace - Gdynia!!!
  • 20-28.08 - niespodzianka - AAA, obserwujcie bacznie stronę
  • ... To Be Continued ...


2013-10-07...

Bezmiechowa

Bieszczady są piękne o tej porze roku - na drzewach dominują wszystkie możliwe "ciepłe" kolory - od intensywnie żółtych, przez przygaszone pomarańcze po bordową czerwień. Jeżeli dołożymy do tego latanie na szybowcach i widoki z powietrza - robi się z tego bajka. Dziś, po wykonaniu przepisowej liczby lotów sprawdzających zostałem dopuszczony do lotów! Jeżeli tylko zacznie lepiej wiać (na razie pogoda jest typowo wyżowa, dziś w dzień było na tyle ciepło, ze można było chodzić w koszulkach) to możliwe stanie się latanie na żaglu i realizacja startów grawitacyjnych - a może nawet z lin gumowych?



2013-09-28

Zawody na celność lądowania

Trudno uwierzyć (przeczytajcie dalej), że to już koniec sezonu... Wprawdzie w czasie Zawodów pogoda była nie tylko w kratkę, ale nawet w dość silny deszcz, ale jednak udało się kilka razy polatać. Wszyscy byli w dobrych humorach - trudno się dziwić, skoro wieczorem zapowiedziana była mini-biesiada ;) Po rozdaniu nagród można było zjeść kiełbaskę, ogrzać się przy ognisku albo porozmawiać ze znajomymi. Zdezerterowałem wcześnie (choć nie bez oporów), ponieważ następnego dnia chciałem jeszcze polatać - i okazało się to strzałem w dziesiątkę! Zmieniona poprzedniego dnia masa powietrza zapewniła piękną termikę na sam koniec września. Stabilne noszenia 2-3 metry pod większością chmur, podstawy 1100m, doskonała widoczność - a do tego mieniące się kolorami jesieni drzewa - to było to! A jak dodamy to dego trzykrotnie powtórzoną strefę akrobacji, to już nic nie trzeba dodawać :)


Wyglądało to tak:

2013-08-15

Termikus maximus!

CZAD absolutny! Tylko tak mogę określić warunki w powietrzu tego dnia - nosiło wszystko, wszędzie a do tego nie dało się wylądować - spacery po prostej znad lotniska nad Wisłę przynosiły nie spadek wysokości ale jej przyrost - i to o 200m za jednym zamachem! Trzeci zakręt na 350m? Proszę bardzo, bo znad znaków "dokładało" praktycznie wszędzie... Na wieczorne akrobacje musiałem poczekać prawie do końca dnia - termika była po prostu wszechobecna :) :) :)


Kilka fotek z tego dnia:

2013-07-20_21

Piękna pogoda w Lisich Kątach

Co za weekend! Dwa dni pięknej, cumulusowej termiki, doskonałych noszeń, widoczności sięgającej horyzontu i dobrego humoru wszystkich, którzy przyjechali na nasze lotnisko! To się nazywa przednia zabawa :) Bez trudu można było wykręcić "sufit", noszenia były stabilne i przewidywalne. W sobotę dało się jeszcze odczuć wpływ niżu, który odsuwając się na wschód, zarzucał falami chmur średnich - trwało to jednak tylko do południa, później można było się cieszyć warunkami aż do wejścia bryzy wraz z północnym wiatrem. W niedzielę sytuacja była trochę inna, gdyż oddziaływałą na nas już trochę przesuszona masa powietrza - a mimo to termika była jeszcze bardziej stabilna; silny, północno-zachodni, wiatr sprowadził bryzę na koniec dnia, do tego momentu każdy nasycił się jednak radością latania. W sumie - 9 lotów, 6,5h w powietrzu i mnóstwo pozytywnych wrażeń!!! :)

Kolorowa mozaika pól cieszyła oko przez całe dwa dni:

2013-06-16

Akrobacja - ukończona (a może wręcz przeciwnie - rozpoczęta?)

Rok czasu, kilkanaście wizyt na lotnisku Rudniki i 52 wykonane loty - tyle wysiłku i zaangażowania było potrzebne do osiągnięcia celu: w niedzielę, po ostatnim, egzaminacyjnym locie osiągnąłem poziom Akrobacja Wyczynowa!!! :)
Czy było warto? O tak! Pomijając fakt, że ten rodzaj latania najbardziej mi odpowiada, zdobycie umiejętności latania "na plecach" i "do limitów" (swoich i sprzętu) daje ogromny margines bezpieczeństwa - i to zarówno w lataniu bardziej pokręconym jak i tym "zwykłym" (o ile coś takiego jak zwykłe latanie w ogóle istnieje). Nauka trudnych figur, niosących ze sobą większe niz zazwyczaj możliwości wprowadzenia szybowca w położenia niebezpieczne, nauczyła mnie lepszego panowania nad maszyną, przewidywania i zwracania jeszcze większej uwagi na bezpieczeństwo. Może się to wydawać paradoksalne, ale właśnie posmakiwanie tych ekstremalnych stanów lotu uświadamia, co i jak należy robić, aby to takich sytuacji nie dopuścić. Co więcej - świadomość umiejętności bezpiecznego i powtarzalnego wyprowadzania maszyny z trudnych położeń wcale nie zachęca do przepychania swoich granic - dzieje się dokładnie odwrotnie: bardziej świadomie i ostrożnie podchodzę do tej pięknej dyscypliny jaką jest akrobacja. Finezja, myślenie i dokładność zamiast brutalnego szarpania za stery :) I chciałbym, żeby jak najszersze grono Koleżanek i Kolegów mogło taki stan osiągnąć - bo przecież chodzi o radość z latania a nie robienie czegoś na siłę.
Przede mną - dalsze ćwiczenia, poznawanie subtelnych tajników perfekcyjnego wykonywania trudnych figur, ale przede wszystkim: czysta przyjemność :) Bo dobrze się lata, gdy w bagażu doświadczeń jest solidne przygotowanie i zapamiętane pomocne rady Instruktora. W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować mojemu mentorowi, Jarkowi Rudzińskiemu, za trud i zaangażowanie, jakie włożył w moje wyszkolenie. Bez Jego pomocy to by się nie udało - i z perspektywy tego, przez co razem w tych wszystkich lotach przeszliśmy, mogę powiedzieć tylko tyle - oby więcej takich właśnie Kolegów znalazło się na lotniczej drodze każdego z Nas! Jarku, dziękuję! :)
Wydaje mi się, że poniższe zdjęcie wyraża to wszystko, co w lataniu szybowcami daje Nam, lotniczej braci, radość:


2013-04-28..05-03

Flajówka - Lisiówka

Pogoda podczas tegorocznej majówki nie rozpieszczała ani pilotów ani turystów. Na Lisich codziennie rano spory tłumek wypełniał salę odpraw, jednak wielosetkowej (w sensie przelecianych kilometrów) pogody jakoś nie było. Raz wydawało się, że to już, i nawet jeden z naszych kolegów obleciał niemalże 300km (z małą karą za zbyt wysokie przejście taśmy), ale zgodnie z przysłowiem "Jedna jaskółka wiosny nie czyni"... Szczęśliwie dla mnie tam, gdzie inni wypatrywali warunków termicznych, ja niezmiennie czekałem na moją kolej do "Puchacza" i możliwość lotów na akrobację. Im noszenia były słabsze tym lepiej się latało - w sumie gdy inni jeszcze nie polecieli lub świętowali już po locie - wtedy brałem się za latanie ja ;)
Na "obóz" treningowy w Lisich ułożyłem kilka wiązanek, których układ i cel był jeden - doprowadzić możliwie do ładu przewroty i prawidłowe wykonanie pozostałych figur, z utrzymaniem się w strefie włącznie. Szczęśliwie otrzymałem również wsparcie z ziemi i po locie mogłem posłuchać, które elementy wymagają jeszcze oszlifowania (Grzegorz, dziękuję!). Po dwie strefy dziennie, dobre przygotowanie przed lotem, analiza błędów po nim - z takim przygotowaniem mogę spokojnie jechać na Rudniki do dalszego szkolenia :)


2013-04-12_13

Nareszcie w powietrzu

Czekałem, czekałem, aż wreszcie - poleciałem. Sezon 2013 rozpocząłem z lekkim przytupem, zaczynając od... latania na plecach ;) Do tego postanowiłem dokończyć to, co zacząłem w zeszłym roku - szkolenie w akrobacji. Do pełni szczęścia pozostał jeszcze jeden stopień - akro wyczynowa. To już nie tylko latanie "do góry nogami" ale też badanie limitów - swoich i sprzętu. Margines błędu pilotażu jednocześnie maleje i zwiększa się - ten pozorny paradoks wynika z tego, że ćwiczę bardzo trudne i wymagające figury, do wykonania których potrzebna jest wytrzymałość, precyzja pilotażu i pełne opanowanie. Z drugiej jednak strony, z każdym takim ekstremalnym lotem rośnie doświadczenie, które w lataniu z dala od limitów (swoich i sprzętu) pozwala na zachowanie dużego marginesu bezpieczeństwa - a to przekłada się na spokój i radość latania!
Za mną pierwszych sześć lotów szkoleniowych - na plecach, w górę i w dół, z obrotami wolnymi, szybkimi i... bardzo szybkimi (choć wydaje się to niemożliwe, to szybowcem można zbyt mocno pokręcić!). Nic jednak nie może się równać z radością samodzielnego lotu, w którym Fox zaczyna chodzić "za ręką" tak, jak tego wymaga ćwiczenie (no i jak życzy tego sobie sam pilot). Nagle przeciążenia i związane z tym niezbyt miłe odczucia (minus -4G to jest znaczne wyzwanie, a na tym się nie skończy...) odsuwają się na drugi plan, oczekiwana figura "wychodzi" a uśmiech nie znika z twarzy :) I oby tak dalej!


2013-03-23

Latałem!

Cóż z tego, że zaledwie 15 minut, a do tego... modelem ;) Lot zaliczony a radocha - nieprzeciętna! Sterowanie w warunkach dość silnego wiatru i turbulencji przyniosło sporo wrażeń, a do tego na zarejestrowanym na pokładowej kamerze materiale odnalazłem nawet siebie samego. Świat pięknie wygląda z góry, gdzie mozaika kolorowych dachów silnie kontrastuje z bielą śniegu...


2013-02-25

I już :)

Lisie Kąty - zaśnieżone, ale za to z gorącą atmosferą. Sobota minęła jak z bicza strzelił - długie lotników rozmowy, plany na najbliższy sezon, MKWŻLO (Mrożące Krew W Żyłach Lotnicze Opowieści), trochę bilarda, a nawet - naprawa naszej lotniskowej kamerki. W niedzielę nie było już tak lekko - ponad pięciogodzinna konferencja (przygotowana bardzo dobrze przez naszego Szefa - Łukasza Skoneckiego - Brawo!), omawianie zdarzeń, zalecenia, rady, regulaminy. Po tym wszystkim miły akcent - wpis KWT i skierowanie na dalsze szkolenie w akrobacji. Tylko zupełnie nie było czasu na zrobienie zdjęć - ledwie jeden komplet na wyjeździe. Pocieszam się tym, że już niedługo okolica zmieni się nie do poznania - powróci mój ulubiony, zielony kolor a szybowce zaczną krążyć nad głowami :)


2013-02-21

Konferencja Lotno-Techniczna tuż tuż...

Zima - jest, śnieg - jest, zimno - jest, tylko pogody brak. A tu już myśli krążą wokół latania... Wyjazd na Konferencję LT już w sobotę, podczas gdy latanie to może w marcu się uda (plany są, a jakże!). Liczę na to, że w sobotę trochę pochodzę, "przypomnę" sobie Lisie Kąty, może nawet uzdrowię lotniskową kamerę. Na pewno nie zabraknie dobrego nastroju i rozmów do późnej nocy, tylko tak bez oderwania się od ziemi trochę żal będzie wyjeżdżać. Napiszę relację jak tylko wrócę!


2012-12-01

Zimowe latanie!

Sezon niby zakończony, ale można jeszcze poszaleć!!! Na lotnisku Rudniki wciąż "się kręci" - w powietrzu samolotki, ale przede wszystkim - szybowce :) Miałem dzięki temu okazję przelecieć się dwa razy na akrobację Fox'em i powisieć głową na dół. To miłe, kiedy mimo późnej pory roku nadal można odczuć wspaniałe wrażenia związane z lotem...


2012-10-14

Koniec sezonu - czy na pewno?

Jest październik, w Lisich właśnie rozegrano zawody na celność lądowania, trwa Walne Zebranie, a tu - piękna pogoda, temperatura 24-28ºC, nad głową kłębi się nieprzebrane morze Cu... Takie są właśnie warunki szybowcowe w RPA! :)


2012-08-19..

Szkolenie w akrobacji wyższej ... i nie tylko :)

W niedzielę rozpocząłem w Aeroklubie Częstochowskim szkolenie praktyczne w akrobacji wyższej. Czeka mnie bardzo dużo nauki, gdyż praktycznie każdy nowy element lotu przynosi ze sobą nowe wyzwania. Lot odwrócony, beczki (sprawiające mi najwięcej kłopotu), zakręty "do góry nogami", wiązanki zaliczeniowe na każdym ćwiczeniu - poziom jest wysoki ale na to właśnie liczyłem. Mam bowiem nadzieję, że moje wiązanki będą i eleganckie i poprawne :) Wczoraj, po raz pierwszy, poleciałem samodzielnie Fox'em - z tą "rybką" to dopiero jest zabawa! Słucha się sterów, wykonuje sprawnie wszystkie polecenia (także te, których niewprawny pilot nie powinien wydawać... ;) ) - ogromną frajdą jest nim polatać :)
Jako uzupełnienie lotniczego dnia powitaliśmy wczoraj na lotnisku w Pyrzowicach naszego Mistrza - Sebastian Kawa po raz kolejny sięgnął po tytuł Mistrza Świata!!! Gratulacje!


2012-08-11..12

Przygotowania do fikołków

Szkolenie w akrobacji wyższej (i mam nadzieję, wyczynowej) już za tydzień, wobec czego zdecydowałem się trochę przeszlifować formę - w Lisich Kątach udało mi się trzykrotnie spróbować swoich sił i choć trochę przygotować do czekającego mnie wyzwania. Pierwsze dwa loty zaowocowały "przypominaniem" sobie, jak powinno wykonywać się poszczególne figury - z czego powstały obszerne notatki i konieczność poszukania rozwiązań w literaturze. Jednak to w trzeciej strefie udało mi się doprowadzić do mimowolnego ślizgu na ogon, z którego bezpieczne wyprowadzenie zapewniło mi przygotowanie naziemne (wiedziałem, czym jest taka figura i jak szybko na nią zareagować, bezpiecznie wyprowadzając szybowiec z nienormalnego położenia). Z jednej strony fajnie jest polatać do góry nogami, z drugiej coraz lepiej zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze wiele pracy przede mną... To jest jednak mój żywioł i marzenia - trzeba się uczyć! :)


2012-07-21..22

Trochę inne latanie...

Po tym, jak otrzymałem zaproszenie do wzięcia udziału w szkoleniu teoretycznym do akrobacji szybowcowej nie zastanawiałem się zbyt długo... W sobotę rano zameldowałem się na lotnisku Rudniki, gdzie spotkaliśmy naszego instruktora - Maćka Pospieszyńskiego. W czasie zajęć (choć grupa była mocno kameralna - czterech chętnych) dowiedzieliśmy się wiele nowych rzeczy, związanych z precyzyjnym, zawodniczym lataniem, niuansami wykonywania poszczególnych figur akrobacji wyższej i wyczynowej, przestrzeganiem zasad dotyczących bezpieczeństwa... Dodatkowym atutem była możliwość obejrzenia nadzoru nad wiązanką zawodniczą (w sposób profesjonalny i przez trenera). Na własne oczy zobaczyliśmy, jak ważne jest wsparcie z ziemi i jak wielką pomoc daje pilotowi, umożliwiając poprawienie poszczególnych figur. Szkolenie teoretyczne zakończyliśmy praktycznym akcentem (nie tylko jednym!)- nauką wykonywania poprawnego przeglądu szybowca przed lotem akrobacyjnym.
Jako dodatek do obu spędzonych na lotnisku dni udało mi się przespacerować dwa razy w powietrzu - zapoznając się z nową wyciągarką (która, przy linie długości 1.5km, zapewnia hol na wysokość 600m) oraz powtórzyć akrobację podstawową, wykonywaną we wzorcowy sposób przez Maćka. Oba te loty dostarczyły mnóstwo emocji, ale dały też ogromny zasób nowych wiadomości - uświadamiając jednocześnie, że wiele jeszcze przede mną do zrobienia i nauczenia się! 18 sierpnia wybieram się na szkolenie praktyczne :)


2012-05-26..27

Lisie wysoko (i długo!)

Razem z kolegą (też lotnik) Marcinem przyjechaliśmy do Lisich już w piątek. Po wieczornej "odprawie" wiedzieliśmy już co-nieco w zakresie życia Członków naszego Aeroklubu, pozostało nam tylko naszykować się na poranną odprawę :)
Sobota przywitała nas błękitem Nieba i zapowiedzią trudniejszych warunków - całe szczęście, że komunikat meteo nie determinuje samego dnia... Caluteńki dzień na Niebie wędrowały Cumuluski różnych kształtów i rozmiarów, nieodmiennie noszące przy swojej podstawie (4..5 m/s to był tego dnia swoisty standard). Nietrudno się domyślić, że miało to wpływ na wyniki - większość pilotów "wisiała" przynajmniej 4 godziny, wielu przebiło też piątkę w powietrzu. Widoki były piękne, wokół lotniska zrobiłem kilka razy wycieczkę po trasie Kwidzyn-Gruta-Łasin-Grudziądz, nie bojąc się przy tym, że nie dolecę do lotniska - wszędzie były kominy, a wlot pod każdą chmurę gwarantował nabór wysokości. To był naprawdę udany dzień: 4:57!!!
W niedzielę apetyty wzrosły (a jakże, każdy by po takiej sobocie sobie smaku narobił...) - 100km, 200km a może nawet więcej? Sęk w tym, że tego dnia komunikat był zdecydowanie lepszy do zastanej rzeczywistości - podstawy Cu po odprawie ledwie przekraczały 600m, aby we wczesnych godzinach popołudniowych podnieść się do 900-1000m. Cierpliwie pracowałem więc w parterze, kończąc termikę z wynikiem 1:36. Innym pilotom udało się wykręcić nawet godzinę - dwie dłużej. Po południu, jak już wrócił na ziemię Junior, wykonałem jeszcze wiązankę akrobacji (w ramach podtrzymania nawyków i szlifowania umiejętności) i usatysfackjonowany ruszyłem do domu. Oby każdy weekend tak właśnie wyglądał: nalot=6:46! :) :) :)


2012-04-30..05-04

Majówka w Lisich

Lekko skatowany powrotem z permanentnie odwróconej pozycji na ziemskim globie udałem się do Lisich z zamiarem podboju powietrznych szlaków (choć, jak stwierdził mój syn, mogło by mi wystarczyć latania na jakiś czas - w końcu w ostatnim miesiącu jako PAX przedyndałem ponad 70000km...).
Już pierwszego dnia wykonałem KTP, później wznowiłem się w akrobacji i za wyciągarką, następnie - z powodzeniem - próbowałem swych sił w termice. Układ pogodowy sprawiał, że przez cały tydzień dominowała termika bezchmurna, stawiająca szybownikom wysokie wymagania - daleko od lotniska potrafiło nagle przydusić do ziemi i trzeba było się napracować, żeby znaleźć odpowiedni kontrast na ziemi, zapewniający powrót w przestworza tam, na górze... W międzyczasie udało się nam z Misią "przespacerować" Bocianem a pobyt na lotnisku zakończyłem przyjemnym akcentem - akrobacją z Markiem "Ogórkiem" Chamerą (dzięki czemu byłem w stanie przeszlifować swoje umiejętności w kręceniu ramwersów). Mam nadzieję, że zawitam tu ponownie w ostatnim tygodniu maja :)


2012-02-26

Kolejne KWT

Cała lotna brać zebrała się w tym roku nie na lotnisku (gdzie można było zamarznąć, zgodnie z relacjami "tych twardych co tam byli") ale w Grudziądzu w świetlicy. Omówienie zdarzeń, nowości w wymaganiach formalnych, nowe pomysły i (niestety) nowe ceny wypełniły cały ranek, a w południe przystąpiliśmy do pisania egzaminu. Pytania nie były łatwe ale wszyscy dzielnie dawali radę. Po zakończonym KWT wybrałem się jeszcze na moment na lotnisko - być 7km od to nie to samo co być 250km... ;)


2011-12-03

Grudniowe loty

Lotnisko już śpi...

"Samolotki" i "patyki", schowane do zimowego snu, czekają wiernie na pierwsze oznaki wiosny, na lotników, na ten specyficzny klimat i energię związane z lataniem.

Od czasu do czasu dzieje się jednak coś więcej - Słońce, nieśmiało wyglądające spomiędzy chmur przyciągnęło dziś całkiem spore grono entuzjastów - takich, których grudniowa pora nie straszna. I choć w powietrzu było się zaledwie kilka minut, to radość była po prostu ogromna :) Z góry zdjęć nie robiłem - byłem wtedy myślami gdzie indziej. I chyba to samo można powiedzieć o każdym członku naszej dzisiejszej "ekipy" - wszyscy, choć każde na swój sposób, chłonęliśmy radość z latania!


2011-09-24

HURRRA! Wyciągarka zaliczona :)

Długo się zeszło (i jak niektórzy mawiają - nie po kolei) ale w końcu zrobiłem uprawnienie do startu za wyciągarką :)
18 lotów ciężko zrobić - szczególnie, gdy na "windzie" wisi podstawówka albo czeka kolejka do "wcześniej umówionych" ćwiczeń - ciuła się wiec po 2-3 loty, a po zbyt długiej przerwie i tak instruktor woli zrobić LSy zanim pójdzie o krok naprzód... Tak czy inaczej - kolejny LS + 5 samodzielnych strzałów w górę - i jestem uprawniony do tego rodzaju startu :) Dodatkowo w Lisich była tego dnia doborowa obsada - dziękuję więc wszyskim tym, którzy tego dnia na starcie byli i pomogli mi w osiągnięciu tego celu :) , dużo humoru i sprzyjająca pogoda. W Lisich się lata! :)


2011-08-27

Krótko (ale treściwie) w górze, dłuuuugo na dole...

Wyjazd do Lisich rozpoczął się... rano ;) O 5:30 wyruszyłem w kierunku lotniska z zamiarem polatania. Już wcześnie rano było bardzo ciepło (20C) ale nie takiego upału nie spodziewał się chyba nikt. Już o 9:00 było wiadomo, że uczniowie piloci nie polecą (30C) ale to jeszcze nie koniec - zarządzono sprzątanie hangaru. Dobrze choć, że w środku był cień - wystawliśmy wszystko i w kilkanaście osób przez dwie godziny pracowicie zamiataliśmy wnętrze. Polewana wodą podłoga trochę "wyłapała" kurz, ale i tak spocona skóra skóra szybko zmieniła kolor na bardziej ziemisty... Trochę jak w saunie - tyle, że kurzowej ;) Z poczuciem spełnionego obowiązku zapakowaliśmy nieużywane sprzęty i zajęliśmy się transportem szybowców na start. Skwar lał się z nieba pomimo silnego (4m/s) wiatru - ok południa było już 34C bez perspektyw na coś chłodniej. Obietnicę na odpoczynek pokładano więc w górze, licząc na spadek temperatury wraz z wysokością.
Wobec mizernych szans na dobrą termikę (kominy słabły wraz z wysokością a wiatr - dokładnie odwrotnie) poprosiłem o hol na 1200m i nad lotniskiem pokręciłem akrobację. Co za radość!!! :) Powiem tyle - możliwe, że właśnie dlatego figury wychodziły jak należy a szybowiec posłusznie "trzymał się ręki" :) Na ziemię wróciłem stosunkowo szybko, ale za to szczęśliwy - i chyba jakoś ten upał zelżał? ;) Już na dole okazało się, że jednego z naszych kolegów wiatr wywiał za lotnisko i trzeba szykować ekipę z przyczepą. Sprawna akcja i wszyscy znaleźli się spowrotem w Aeroklubie. Wobec szykującego się wesela zdecydowałem dać tyły i wieczorem, w strugach ulewnego deszczu, wróciłem do domu. Już w czasie drogi udało mi się pstryknąć kilka ciekawych zdjęć. Zapraszam do obejrzenia :)


2011-05-03

Zimno a nosiło

Nie wiadomo skąd brała się termika w Trzeciomajowe Święto. Było nieprzeciętnie zimno, dmuchał północy wiatr, Słońce przymglone przez cirrostratus ledwie wyzierało - a jednak. Po wykonaniu KTP dołączyłem do grupy śmiałków , którzy przemierzali podniebne szlaki - i to z niezłym rezultatem, ponieważ kilkugodzinny lot wcale nie był taki trudny. Tym większe było zdziwienie po powrocie do Warszawy, gdzie leżał ... śnieg.


2011-02-28

KWT2011

Kolejny rok powitał nas w Lisich Kątach zimową aurą, śniegiem i mrozem. W pokojach naszego hotelu było zminawo, ale za to w sercach i głowach lotników wrzało ;) Poprzedzająca KWT noc została spożytkowana na długie Polaków rozmowy, rano Szef odczytał biuletyny, pouczając nas, aby uczyć się na błędach... czyichś, a później napisaliśmy egzamin. Pytania (jak się już od kilku lat przyjęło) zostały wzięte z LKE - wyraźnie oswoiliśmy się z nimi, ponieważ odpowiedzi przychodziły do głów "same".
Z uwagi na brak czasu (a może inaczej - wypełnienie dnia zajęciami) zdjęć zrobiłem zaledwie kilka: Galeria


2010-09-12

Piękna pogoda

W Warszawie było zimno i pochmurno, pogoda nie nastrajała optymistycznie, za to w Lisich - pełne Słońce, błękitne Niebo i Cumuluski zwiastujące dobre warunki. Wyruszyłem tego dnia wcześnie, bo już po piątej siedziałem w aucie i zmierzałem do Lisich. Poranna odprawa, spadaki, radia, wyhangarowanie, pucowanie, start...
Jako pierwsi (z Waldkiem) tego dnia wzbiliśmy się w powietrze - czekała więc na nas niespodzianka; podstawy chmur zaległy po porannych mgłach nisko, zaledwie na 650-700m. Latać w tym nie było co, wobec czego poprosiliśmy holówkę - "nad chmury" :). Na 1300m wyczepienie i, mimo, że w planach była akrobacja, nie mogliśmy się nacieszyć widokami. Dopiero po kilku minutach zdecydowałem się oderwać oczy od przepięknych widoków za kabiną - wiązanka była wznawiająca, więc nie zabrakło kilku błędów ;) Chmury z wolna podnosiły się do góry, więc powisieliśmy pod nimi jeszcze godzinę :) Zobaczcie sami, jak było w górze na galerii Waldka.
Piloci "ćwiczyli warunki" a ja wybrałem się na spacer - poszedłem tu, poszedłem tam, fotografując co ciekawsze miejsca. Na koniec wróciłem na start, gdzie cierpliwie czekały nasze szybowce - termika zakończyła swoje panowanie w powietrzu, wobec czego poprosiłem holownika o start na kolejną strefę akrobacji - to był bardzo udany i piękny dzień :)

Galeria zdjęć
2010-06-20

Razem w powietrzu :)

Razem z moim synem Grzegorzem znaleźliśmy się w powietrzu - dla Niego był to pierwszy szybowcowy lot! Pogoda i warunki nam sprzyjały - dwa loty i to do tego z możliwością sterowania przez Grzesia. Do tego w niedzielę - lot Wilgą nad okolicą i podziwianie modelarskich Mistrzostw Polski Modeli Kosmicznych :) Piękny weekend!


2010-04-24

Lisie lotem i ... z powrotem ;)

Pierwszy raz zdarzyło się polecieć do Lisich (vs. pojechać, co przećwiczone jest raczej bardzo dobrze) :) Nie namyślając się wiele skorzystałem z zaproszenia naszego kolegi Marcina i w sobotni poranek zapakowałem się z Cessnę 182. Po trochę ponad godzinie samolocik dotknął płyty lotnika w Lisich. Co za przejażdżka, zamiast 3,5 godzin - zaledwie jedna! Na miejscu zaliczyłem KTP, poleciałem sobie rekreacyjnie, sama przyjemność. A że wiało z zachodu, wieczorna przelotka do Wawy zajęła zaledwie 50 minut. Ja chcę jeszcze! :)

Galeria zdjęć
2010-04-08

Wyjazd do Lisich

Długo coś nie odwiedzałem mojego lotniska - dziś jadę tam po dłuższej przerwie. Latania na razie nie ma (nie mamy odpowiednich papierów w Aeroklubie) ale może przynajmniej popatrzę na balony w ramach Zawodów? Zobaczymy :) Na pewno jednak przystąpię do KWT, które w tym roku przeciągnęło się "nieco" ;)


2009-10-18

Zakończenie sezonu

Dotarłem do Lisich co prawda tuż po Zawodach na Celność Lądowania ale za to dostatecznie wcześnie, żeby załapać się na wieczorne ognisko. Pogoda w tym roku sprzyjała uczestnikom (przynajmniej tym, którzy dojechali), rozegrano całą konkurencję. Poranek przywitał mnie pięknymi kolorami jesieni, prawie bezwietrzną pogodą i nawet przebłyskami Słońca. W planach była co prawda akrobacja na Puchaczu, ale trzeba było wziąć poprawkę na pogodę i małą liczbę chętnych, wobec czego przed wieczorem zakończenie sezonu odbyło się w samolocie Cessna 172 :)
Wracając do domu zrobiłem jeszcze kilka zdjęć...
Galeria zdjęć


2009-08-30

Koniec wakacji w Lisich

Wszyscy już nieco ochłonęli po zawodach szybowcowych, wobec czego postanowiłem odwiedzić Lisie... Pogoda była wymarzona - niebo całe w Cumuluskach, nosiło pod nimi 3-4m/s (dusiło miejscami równie energicznie...), niektóre chmurki płakały deszczem spowrotem ku ziemi... W skrócie - same dwójki ;) - dwa loty, prawie dwie godziny w powietrzu i dwa razy akrobacja. Po południu, przewidując powrotną wakacyjną falę, wybrałem się do domu. Co za piękny dzień!


2009-05-24

Nieco w powietrzu - dla odmiany :)

Rano zapowiadało się ... różnie. Z jednej strony z zachodu nadchodził układ chmur związanych z niżem znad Niemiec, z drugiej nie było tak źle... Koniec końców dzień wypadł całkiem udanie - spędziłem w powietrzu prawie półtorej godziny :) Kto wie - może przed samym zmierzchem uda się jeszcze polatać modelami? :) :) :)


2009-05-23

Kapryśna pogoda

Od samego rana wiadomo było, że z lataniem może być dziś cienko... Nisko przesuwające się chmury, padający od czasu do czasu deszcz, silny, porywisty wiatr - wszystko to wróżyło nienajlepiej. Czekam na pogodę...


2009-05-8_9

W powietrzu godzin pięć... i pół

Było fajnie - z początku na niebie królowały Sc, ale z biegiem czasu ogrzane nad ziemią powietrze zaczęło przemieniać je w Cu. Noszenia ciężko było znaleźć, ale jak już się wleciało we właściwe miejsce to winda wiozła szybowiec i pasażera z szybkością 4 m/s :) W sobotę było jeszcze zabawniej - cały ranek walczyłem z komputerem w hangarze (dzięki temu mamy na stronie obraz z dwóch kamer - żeby zobaczyć kliknij tu), a gdy już wyszedłem moim oczom ukazało się morze Cu hum, rozciągające się od horyzontu po horyzont. Po starcie ciężko było spaść - nosiła praktycznie każda chmura(!). Ogólny wynik z tego dnia - 2:49. Wieczorem, uradowany i z wypisanym kwitem na temat ukończenia szkolenia, pojechałem do domu. Pewnie niedługo tu będę :)

Galeria zdjęć


2009-04-10_11

Wielkanocne latanie

To już piąta wizyta w tym roku w Lisich Kątach. Teoretycznie powinno być pusto w Aeroklubie - a jednak... W piątek wieczorem fajne widoki Księżyca, W sobotę - trzy samoloty w powietrzu, wycieczka nad morze (dosłownie i w przenośni), trochę latania modelami, później życzenia Świąteczne i do domu :)

Galeria zdjęć


2009-04-02_03

Zawody Balonowe i ... trochę latania

Pogoda w tym roku dopisała! Zawody Balonowe (nękane niesprzyjającą aurą w zeszłym roku) mogły się odbyć "pełną parą" przyciągając wzrok wielu obserwatorów. Pierwsza konkurencja, rozegrana tuż koło (a może lepiej powiedzieć - ponad) Grudziądzem przyniosła wiele wrażeń i pięknych zdjęć :) Następnego dnia, gdy wszyscy zawodnicy zmagali się z konkurencjami, ja postanowiłem ze znajomymi nieco posiedzieć na lotnisku, co zaowocowało wykonanym wznowieniem i wylaszowaniem Bociana. Wieczorem, wszyscy razem, uczestniczyliśmy w nocnym pokazie balonów w Kwidzynie.

Dzień pierwszy
Dzień drugi